Rozdział 10 Wojciech Domińczak Szkatuła z Grythollow

Trzy ziarna – rozdział 10

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY: Trzy Ziarna

Dwudziesty szósty dzień drogi — trzydzieści jeden kilometrów na wschód

Step był rozległy i złocisty, i nudny w ten sposób, który bywa przyjemny przez pierwszą godzinę, a potem zaczyna uwierać.

Kael szedł przodem. Daliana za nim. Arvend z tyłu, bo Arvend z tyłu był zawsze — nie dlatego że był wolny, lecz dlatego że lubił widzieć co jest przed nim i nie lubił mieć nic za plecami.

Szli szybko jak na trójkę ludzi z różnymi nogami — Kael ze swobodą kogoś kto chodził całe życie i nigdy nie zastanawiał się nad chodzeniem, Daliana z tą elficką lekkością odziedziczoną od matki, której nie znała, Arvend z ciężkością człowieka, który waży sto dziesięć kilogramów i jest ubrany w skórę białych wilków.

Pierwsze dwie godziny prawie nie mówili.

Potem Kael odwrócił się i powiedział:

— Daliana.

— Co.

— Cieszę się, że idziesz.

Daliana patrzyła na jego plecy.

— Wiem, że się cieszysz — powiedziała.

— I?

— I nic. Wiem.

Kael odwrócił się z powrotem i szedł. Po chwili powiedział:

— Nie lubisz mnie.

— Lubię cię — powiedziała Daliana. — To właśnie jest problem.

Kael milczał przez chwilę.

— To skomplikowane.

— Nie — powiedziała Daliana. — To bardzo proste. Ty mi się podobasz. Tobie podobają się wszystkie kobiety. To jest matematycznie nierozwiązywalne.

— Matematycznie.

— Matematycznie.

— Może arytmetycznie — powiedział Kael — ale nie geometrycznie.

Daliana patrzyła na jego plecy przez chwilę.

— Co to ma znaczyć.

— Nie wiem — przyznał Kael. — Chciałem powiedzieć coś mądrego.

— Wyszło głupio.

— Wiem.

Arvend za nimi nie mówił nic. Szedł i patrzył przed siebie jednym sprawnym okiem i myślał o rzeczach, których nie mówił głośno od bardzo dawna.

Dominatica białe PNG przezroczyste favi

Trzy Ziarna były widoczne z odległości może pięciu kilometrów.

Kael zatrzymał się i patrzył.

— Myślałem, że to będą trzy skały — powiedział.

— Jangal mówił trzy pnie — powiedziała Daliana.

— Myślałem, że metafora.

Nie była metaforą.

Trzy Ziarna — jak nazywali je miejscowi, jak nazywał je Jangal, jak pisano o nich w starych bestiariuszach, których Athor czytał przy dworze królewskim — były formą biologiczną której nie dało się zaklasyfikować z odległości pięciu kilometrów ani z odległości jednego. Z daleka wyglądały jak ogromna roślina — trzy potężne pnie wyrastające z jednego miejsca, każdy o średnicy może dziesięciu metrów, wznoszące się na sześćset metrów i rozwidlające na górze w płaską platformę wielkości hektara. Z bliska było widać, że pnie nie są drewniane — miały korę, tak, i miały wyrostki i coś w rodzaju gałęzi, ale materiał był inny niż drewno. Twardszy, ciemniejszy, z żyłowaniem, które przy zbliżeniu wyglądało jak żyłowanie marmuru.

Wokół pni zwisały liany — grube jak uda, długie, z okrągłymi liśćmi ciemnej zieleni. Między pniami i lianami ciągnęły się poprzeczne wyrostki naturalne jak klamry drabiny.

— Można wejść — powiedział Kael.

— Jangal nie powiedział, że nie można wejść — powiedziała Daliana. — Powiedział, że to niedobry pomysł.

— To nie to samo.

— Kael.

— Co?

— Athor powiedział —

— Athor jest ostrożny — powiedział Kael. — To jego zawód. Moim zawodem jest sprawdzanie rzeczy, których ostrożni ludzie nie sprawdzają.

Daliana patrzyła na Trzy Ziarna.

Pnie były niesamowite — tej skali, która odbiera człowiekowi poczucie własnych rozmiarów i zastępuje je czymś innym, czymś na granicy strachu i zachwytu.

— Wchodzimy — powiedziała.

Kael spojrzał na nią z zaskoczeniem.

— Myślałem, że będziesz odradzać.

— Już odradzałam — powiedziała. — Twoja kolej.

Kael uśmiechnął się. Ten uśmiech, który miał — ciepły, szczery, zupełnie nie na miejscu na twarzy kogoś z tyloma bliznami — i który był prawdopodobnie przyczyną połowy jego kłopotów z mężami i połowy sukcesów z żonami.

— Idziemy — powiedział.

Arvend szedł za nimi i milczał.

Trzy ziarna klasycznie vs A.I.

Od 20 lat jednym z tematów kreatywnych jest ilustracja bajki w której dziecko idzie sprzedać krowę na targu żeby były pieniądze na utrzymanie rodziny. Jest to jedyna krowa jaką mają. Dziecko wraca do domu i zamiast pieniędzy przynosi trzy ziarna fasoli. Mają być ponoć magiczne. 

Młodzieniec sieje to ziarno i wyrastają trzy wielkie, na kilkaset metrów, fasole. Na samej górze jest olbrzym który ma kurę znoszącą złote jajka. Chłopiec wspina się tam i wykrada kurę. Ta znosi złote jajka i od tej pory żyją dostatnie.

Temat był na kreatywność i pokazanie skali. I to co widzisz obok to rysunek Macieja Stępniaka który był wtedy najlepszy. Pomysł na Szkatułę z Grythollow rodził się bardzo długo. Najpierw była to podróż prawie bez scenariusza po tematach z Domina, a że mam 42.137 rysunków to jest z czego wybierać. Tak unikalna kolekcja powinna ujrzeć światło dzienne.  Stopniowo luźna droga zmieniła się w prosty scenariusz. Scenariusz był suchy i bez życia więc przerodził się w opowieść. Opowieść wymagała dookreślenia bohaterów, miejsc, czasu i konfliktu i tak przerodziła się w książkę, co mnie samego zaskoczyło.

Kiedy tak przeglądałem sobie ten rysunek pomyślałem … a jak zrobiło by z niego A.I. i niżej masz trzy przykłady z trzech różnych silników.

A jak poradziło sobie z tą grafiką A.I.

Grafika wygenerowana przez ChatGPT
ChatGPT
Grok grafika A.I.
Grok
Gemini