Symalin

Gdzie jest Symalin?

Symalin znajduje się na planecie Symilera. Symilera jest w układzie gwiazdy Tranygii. Układ Tranygii składa się z 7 planet (od najbliższej odległości do gwiazdy: Talumiana, Psancun, Symiliera, Eniawa, Voytin, Ksimia, Turnan)

Tranygia jest częścią Gromady Kulistej Pillenus. Pillenus jest w galaktyce spiralnej Oakanhoran i zawiera 13.000 gwiazd.

Galaktyka Oakanhoran ma rozmiary 2,7 mln lat świetlnych i zawiera 1.2 biliona gwiazd. (Dla przypomnienia Droga Mleczna – nasza galaktyka – zawiera 400 mld gwiazd)

Oakanhoran jest grupie galaktyk YSULU. Ysulu zawiera 27 galaktyk.

Ysulu należy do supergromady –  Lowinz

Supergromada Lowinz nie jest widoczna z Ziemi.

Supergromada Lowinz

Realizuję a w zasadzie odgrzewam projekt Dominatica Universe. Nazwa ta po raz pierwszy padła w 1996 roku i popadła w zapomnienie. Po pewnym czasie odkryłem na ją nowo. Zapraszam do wspólnej zabawy Concep Artowej w tym uniwersum.

Jeżeli masz ochotę poprojektować swoją galaktykę, planetę a  potem zbudować całą historię to zapraszam. Do tej historii wymyślamy postacie, przestrzenie, rekwizyty.

Zręby fabuły:

Nie wiadomo kiedy dokładnie Symalin stał się tym miastem występnym. Niegdyś to portowe miasto było przepełnione zapachem korzennych przypraw i złotym blaskiem swych licznych świątyń. Ludzie bogacący się na handlu paradowali w swych misternie wyszywanych strojach po alejach i placach. Tu i ówdzie widać było strażników którzy pilnowali porządku.

Jednak taki stan doprowadził do tego, że ludzie stali się leniwi i niechętni do wzmożonego  wysiłku. Coraz ciężej było znaleźć chętnych do tak ważnych prac jak garbowanie skór cuchnącym moczem czy praca nad odmulaniem jedynej rzeki mającej ujście w Symalinie. Na pozór dobrym rozwiązaniem miało być sprowadzanie orków którzy w ciężkich łańcuchach wykonywali najbardziej przykre roboty. Ich liczb stale wzrastała aż w pewnym momencie każda szanująca się rodzina miała przynajmniej jednego.

Armia, niegdyś budząca grozę na całym kontynencie, sama się zdziesiątkowała. Trwający od 80 lat pokój z ludami Płaskowyża nie zmuszał do utrzymywania siły militarnej. Z czasem utworzono specjalne oddziały złożone z samych orków którzy wydawali się idealnie stworzeni do walki. Nikt nie przypuszczał, że właśnie to są te czarne chmury.

Coraz częściej zaczęło dochodzi do różnych awantur pomiędzy ludźmi a orkami. Ich występki były surowo karane, najczęściej ścięciem. Takie traktowanie powodowało narastający gniew. A ten znowu powodował wzrost przestępczości. Coraz częściej ludzie zamykali się w swoich domach nie wychodząc po zmierzchu. Szczególnie było to widać w peryferyjnych dzielnicach.

Symalin ma kilka dzielnic ściśle powiązanych z deltą Symalii, rzeki która swoje źródło ma na Płaskowyżu. W swoim dolnym biegu nawadnia urodzajne pola Ursudium – rozległego państwa za Karbem. Delta tworzy 5 odnóg pomiędzy którymi rozciągają się dzielnice. Odnoga środkowa – Kanet jest najszersza i najgłębsza. To przy niej zlokalizowano port. Jej prawy brzeg jest lekko pofałdowany zaś prawa strona to wysoki klif i spore wzniesieni na których umieszczono fort i inne zabudowania wojskowe. Z fortu rozciągał się widok na większą część miasta. Na bastionach, wieżach i murach obronnych ustawiono trebuszety, balisty i bombardy. Gdyby ktoś próbował zdobyć Symalin miałby nie lada kłopot. Te wielkie drewniano stalowe konstrukcje miotały pociski na kilkanaście kilometrów. Słynnym było wydarzenie w którym grupa pięciu pirackich statków próbowała wedrzeć się do miasta ale nawet nie zdążyli dopłynąć do połowy zatoki. Grad płonących kul, oszczepów i wielkich kamieni zatopił wszystkie statki. Ludzie którzy ocaleli z ataku stali się niewolnikami Symalińczyków. Wtedy nikt nie przypuszczał, że dowódca piratów, obrzydliwy i zdeformowany Myselak kiedyś stanie się tyranem Symalinu.

Najbogatszą dzielnicą Symalinu było Poden. Umieszczone na niedużym wzniesieniu dumnie prezentowało się świątynią słońca. W upalny dzień słońce ostro głaskało jej białe ściany i raziło oczy złotem blach. Symalińczycy lubili gromadzić się na jej czterech placach. Nie były one bezczeszczone handlem – to tu dyskutowano o polityce, słuchany muzyki, czy podziwiano sztuczki kuglarzy. A w krużgankach biegnących dookoła można było porządnie się najeść oraz skosztować najlepszych win. Ze stoków świątynnych wychodziło osiem głównych arterii. Jedna zakosami szła do portu. Dokładnie po jej drugiej stronie była szeroka aleja która prowadziła do bramy Ursydyjskiej  a dalej szła przez kilkaset kilmetrów aż do Płaskowyżu Ursudium. Droga była utrzymywana w nienagannej czystości i non stop naprawiana. Kiedy jednak państwo Symalin (?) stało się autorytarne droga ta stała się pełna dziur i pęknięć. Poden słynęło z pięknej promenady portowej przy której można było oglądać niezwykłe statki z zamorskich krain. Przy ujściu Symalii do zatoki swój zamek miał namiestnik Symalinu. Zamek i fort po drugiej stronie wyglądały z daleka jak potężne skały. Wewnątrz Podenu swoje domostwa mieli bogaci kupcy, bankierzy i dworzanie. Były też mniejsze domy. Wszystkie obrośnięte misternym detalem wykonanym przez sprawnych kamieniarzy. Obecnie wiele z tych domów stało się zapuszczonych. W wielu z nich swoje brudne legowiska umieścili orkowie. Z czasem pojawiły się inne ludy i rozumne stworzenia które niczym nie przypominały ludzi. Można powiedzieć, że Poden jak i cały Symalin stał się jedną wielką menażerią. O starym dobrobycie i świetności świadczyły te kamienne detale i potęga konstrukcji lecz leżące odpady i odchody świadczyły o nowych czasach. Już nikt nie spacerował dal przyjemności. Nikt nie chodził na place świątynne żeby podyskutować czy posłuchać muzyki. Ludzie jeżeli potrzebowali coś załatwić lub zdobyć pożywienie musieli się grupować tak żeby wśród nich było przynajmniej kilku uzbrojonych mężczyzn. Kobiety w takich warunkach również musiały stać się twarde i być gotowe do odparcia ataku. Jednak na ulicach Podenu był gwar, miasto jakoś funkcjonowało trzeba się było tylko mieć na baczności. Unikać spojrzeń brutalnych Karnasów których cztery żmije oczy tylko wypatrywały kogoś kogo można by było obrabować. Ludzie pomału zaczęli opuszczać Poden  cały Symalin. Kiedy tyran Myselak zauważył spadającą liczbę ludzi ustawił w ważnych punktach miasta czaty które miały wyłapywać potencjalnych uciekinierów na Płaskowyż. Mimo to Drużyna Kamilon (?) spotykała się potajemnie w różnych częściach miasta szykując się do ucieczki.

Żeby uciec z Symalinu trzeba było wybrać jedną z 5 dróg. Pierwsza to trak wiodący od bramy Ursydyjskiej do Fortu Galona. Fort Galona, który swoją nazwę wziął od pierwszego charyzmatycznego komendanta była to pokaźnych rozmiarów twierdza rozłożona na przełęczy oddzielającej Pałskowyż od Symalinu. Był majestatycznie położony nad wodospadami Symalii. Ta droga była w zasadzie nie do przejścia. Podróżowali nią tylko kupcy z nadania namiestników, poselstwa lub szpiedzy. Na trasie kilkuset kilometrów było przynajmniej kilkanaście posterunków obsadzonych żołdactwem a w jednym przypadku nawet dwoma trollami. Druga droga biegła klifami nadmorskimi. Tu tylko w dwóch miejscach były strażnice. Droga ta jednak była bardzo trudna wiodła skalistymi terenami które z racji wyludnienia wypełniły się agresywnymi stworzeniami. Nie ma żadnych relacji czy komuś się udało tędy przejść. Nie wiadomo czy dotarli do wymarzonego celu czy zginęli po drodze. Trzecia droga a w zasadzie drogi wiodły małymi dróżkami wśród pól, łąk i lasów. Można było nimi czmychnąć ale wszędzie czaili się szpiedzy a nad głowami latały wymyślne sterowce goblinów. Obecny namiestnik państwa wyzanczył znaczne nagrody za wyłapywanie uciekinierów. Żeby ułatwić identyfikacje każdy obywatel mógł zażądać okazania glejtu w którym urzędnicy udzielili zgody na przebywanie w danym sektorze. Czwarta droga wiodła przez bagna i lasy zachodnie. To mroczne i mało przyjazne miejsce pełne było czarownic, magów i dziwnych kreatur. Piąta droga wiodła terenem górzystym. Zaczynała się w zachodnich dzielnicach Symlinu żeby po 100 km wejść pięknym kanionem w wysokie góry.

Poden – przypomina Konstantynopol

Fort  – Syrakuzy i Alicante